wszystkie recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. nie zezwalam na ich kopiowanie i wykorzystywanie osobom postronnym bez mojej uprzedniej zgody. zezwalam natomiast na wykorzystywanie w celach promocyjnych odpowiednich recenzji wydawnictwom, z którymi współpracuję. zdjęcia zamieszczane na blogu również są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie. wyjątkiem są grafiki okładek.

niedziela, 14 grudnia 2014

"Pięć Królestw. Łupieżcy Niesbios", Brandon Mull - początek niezwykłej przygody

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Łupieżcy Niebios
Cykl: Pięć Królestw, #1
Wydawnictwo: Egmont
Stron: 440
Typ literatury: Fantasy dziecięce

Cole chciał się tylko dobrze bawić z kolegami w Halloween. Wycieczka do nawiedzonego domu okazuje się jednak początkiem szalonej przygody. Chłopiec wraz z przyjaciółmi trafia na tajemnicze Obrzeża. A temu miejscu, które rządzi się swoimi magicznymi prawami, grozi wielkie niebezpieczeństwo! Cole chce wrócić do domu, ale najpierw będzie musiał… uratować Pięć Królestw.
(Egmont)

O autorze Baśnioboru słyszałam wiele, jednak jeszcze nie miałam okazji zetknąć się z jego twórczością. Pierwsza część nowego cyklu Pięć Królestw wydała się więc ku temu dobrą sposobnością.

Historia zaczyna się niewinnie: kilkunastoletni chłopiec wraz ze znajomymi postanawia w Halloweenowy wieczór odwiedzić dom strachów, który wygląda na profesjonalnie przygotowany obiekt mający na celu straszenie dzieciaków z okolicy. Szybko okazuje się jednak, że całe show jest przykrywką, a jej organizatorom zależy na schwytaniu dzieciaków i porwaniu ich do zupełnie innego świata. Tu opowieść traci swą "przyziemną niewinność" a wprowadza czytelnika w wir fantastycznych wydarzeń, pełnych magicznych miejsc, przedmiotów i zdolności.

Byłam świadoma, że Brandon Mull słynie z niesłychanej wyobraźni, którą z powodzeniem wykorzystuje do tworzenia światów, stworzeń, a także ich nazw, historii i zasad, którymi się rządzą w swoich powieściach. Świadomość, a przekonanie się o tym to jednak zupełnie inna sprawa. Autor zaprasza czytelnika do zupełnie nowej rzeczywistości, która niebezpiecznie wciąga. Lekkość z jaką buduje zdania, współgrająca ze sobą ilość dialogów, opisów i akcji sprawia, że pozycję - mówiąc czytelniczym slangiem - zwyczajnie się pożera. Nie odkrywa jednak wszystkich asów, które kryje w rękawie. Powieść nabiera tempa, odkrywamy nowe tajemnice, a po przeczytaniu ostatniej strony nie pozostaje nic innego jak ze zniecierpliwieniem czekać na kolejny tom. Jest to jedna z niewielu fantasy kierowanych do młodych odbiorców, która porwała mnie na tyle, że nie byłam w stanie odłożyć lektury.

W mojej recenzji nie może zabraknąć miejsca na pochwałę tłumaczenia. Przystosowanie anglojęzycznych nazw (język angielski jest bardziej plastyczny jeśli chodzi o słowotwórstwo) tak, aby polski (a do tego młody) czytelnik mógł poczuć specyficzny klimat stworzony przez autora jest nie lada wyzwaniem. Rafał Lisowski mu podołał.

Po tak udanym spotkaniu z twórczością Mulla jestem zdecydowana przeczytać Baśniobór i inne jego cykle jak najszybciej. Mimo, że nie należę do targetu, w który autor celuje, jestem zachwycona światem Obrzeży, który wykreował na potrzeby Pięciu Królestw i jestem przekonana, że i inne są niepowtarzalne i niezwykle ciekawe, a co więcej pozwolą mi się w sobie zupełnie zatracić i zapomnieć choć na chwilę o problemach codzienności. Młody czytelnik dostanie porcję niesamowitej przygody, która na pewno zachęci go do czytania i przeżywania innych, a starszy upragnione oderwanie od szarości życia i dozę lekkiej, acz niebanalnej fantastyki.

8/10


niedziela, 30 listopada 2014

"Krew i Srebrne Oczy", Paweł Atamańczuk - udany debiut w polskiej fantastyce!

Nie chciałabym, by ta recenzja była naznaczona faktem, że autora znam osobiście od dwudziestu kilku lat, jednak nie sposób mi patrzeć na nią typowo z boku, jak ktoś niezaangażowany. Dlaczego? Paweł, dlaczego dopiero teraz pokazujesz swój wspaniały talent pisarski?!

Główną bohaterkę, Ce'Seline Di Votte z Kalivali, poznajemy gdy czeka na wyrok za morderstwo, a co więcej, za morderstwo z użyciem magii. Srebrnookiej dziewczynie udaje się jednak uniknąć kary śmierci, a jest to początek pełnej niesamowitych zwrotów akcji, barwnych postaci i fantastycznych przygód podróży.

Zacznijmy od tego, że książka jest nie tylko debiutem Pawła Atamańczuka, ale także zapowiedzią trylogii. Została wydana własnym nakładem (moim skromnym zdaniem nie powstydziłoby się tej książki dobre wydawnictwo! Czekam na wznowienie pod egidą znanego domu wydawniczego ;)), a włożoną w nią pracę i serce widać od razu. Paweł nie tylko napisał tekst, ale także opracował mapę świata, w którym rozgrywa się akcja, oraz jego historię. Zaprojektował okładkę, okrasił powieść rysunkami i grafikami swojego autorstwa, a do tego skomponował klimatyczną muzykę (tak, nie mylicie się, MUZYKĘ) dodaną do książki na płycie CD.

Przechodząc do meritum, a więc mojego odbioru książki - jestem pod ogromnym wrażeniem! Inspiracje i miłość Pawła do fantastyki widać gołym okiem, jednak stworzył historię zupełnie nową, z nowym światem i bohaterami. Postaci spotykane w kolejnych rozdziałach są niesamowicie barwne i wyraziste, a sam autor nie stroni też od chwytów humorystycznych. Na pochwałę zasługuje fakt, że autor nie rozckliwia się nad sprawami, które spokojnie można pominąć. Zamiast tego porywa czytelnika w wir akcji, nie dając mu nawet chwili na oddech - tu wszystko dzieje się szybko, dynamicznie i co najważniejsze - ciekawie i często zaskakująco.
Na samym końcu książki znajdziemy opis bohaterów, a także Historyczną rozprawę o Federacji Terilandu, która nie tylko wprowadza nas w świat, który wymyślił autor, ale (tak przypuszczam) będzie świetnym wprowadzeniem i poukładaniem faktów przed sięgnięciem po drugi tom (zginę jak nie przeczytam!).

Błędy, które w książce się znalazły na szczęście nie rzutują na całość powieści, choć co wybredniejszych czytelników mogą odrobinę zniechęcić. Cały czas jednak miałam w pamięci, że autor wydał książkę własnym nakładem - wiąże się to ze sporymi kosztami - a również działał pod presją czasu. Gdyby popracował nad książką nieco dłużej na pewno uniknąłby większości z nich. O czym mówię? O pojawiających się miejscami błędach interpunkcyjnych, stylistycznych i ortograficznych. Prawem debiutu jest rozwijający się dopiero styl autora i tu też tego doświadczymy - często mógłby niektóre zdania skrócić, lub rozbić na dwa, użyć odrobinę innych słów lub sformułowań (tak z samego początku: powtórzenie słowa lecz; bluzka wsadzona do spódnicy - jakoś mi nie pasuje...) - nic jednak nie stoi na przeszkodzie by przed wznowieniem (a jak już pisałam liczę, że jakieś dobre wydawnictwo pochyli się nad tym świetnym debiutantem) te niedociągnięcia poprawić.

Książka trafi najbardziej do wielbicielki typowej fantastyki, ale czytelnik wielbiący akcję i przygodę również nie będzie zawiedziony. Z niecierpliwością czekam na drugi tom i wierzę, że trylogia otworzy Pawłowi drzwi do pisarskiej kariery. Kto wie, może za rok-dwa spotkamy go na Krakowskich Targach Książki, już w roli autora?

Korzystając z okazji zapraszam w miejsca, gdzie Pawła można spotkać:

nie daję książce oceny punktowej ze względu na długoletnią znajomość z autorem, jednak po uważnej lekturze recenzji na pewno wiecie jak ją oceniam :)


czwartek, 20 listopada 2014

POTWORY W TOKIO – Grą Roku 2014!

Potwory w Tokio
Egmont Polska
Cena: 119,00 zł
Polska wersja światowego bestsellera „King of Tokyo” Grą Roku 2014. Eksperci związani z rynkiem gier planszowych i karcianych docenili wydane przez Egmont Polska „Potwory w Tokio”.


GamesFanatic.pl – najstarszy serwis o grach planszowych i karcianych w Polsce - w ramach plebiscytu Planszowa Gra Roku przyznał główną nagrodę Gra Roku 2014 planszówce „Potwory w Tokio” wydanej przez Egmont Polska. Tytuł Gry Roku przyznawany jest planszówkom, które cechuje nie tylko wysoka jakość wykonania, ale fakt, że zachęcają do wspólnego spędzania czasu w gronie rodziny i znajomych oraz rozbudzają zainteresowania potencjalnych nowych graczy.

Polski sukces „Potworów w Tokio” potwierdzają 22 zdobyte nominacje oraz nagrody na całym świecie. W tym:

Najlepsza gra planszowa  (Włochy 2012)
Najlepsza gra dziecięca (USA 2012)
Najlepsza gra rodzinna (USA 2012)
Najlepsza gra imprezowa (USA 2012)
Najlepsza gra rodzinna  (Holandia 2013)

„Potwory w Tokio” to emocjonująca kościana gra imprezowa przeznaczona dla 2 do 6 graczy, rekomendowana osobom w wieku powyżej 8 lat. Autorem gry jest Richard Garfield, amerykański profesor matematyki oraz twórca najpopularniejszej na świecie kolekcjonerskiej gry karcianej: Magic the Gathering. Rewelacyjne ilustracje do planszówki stworzył Benjamin Raynal.
Dlaczego warto w nią zagrać? Powodów jest wiele. Ma ona stosunkowo proste i pomysłowe zasady, a także klimatyczne ilustracje. Każda gra jest dynamiczna i emocjonująca. Dodatkowo zróżnicowane karty sprawiają, 
że poszczególne rozgrywki są niepowtarzalne.


Więcej informacji o nagrodzie Gra Roku: www.planszowagraroku.pl

Więcej informacji o grach planszowych Egmontu: www.KrainaPlanszowek.pl




wtorek, 11 listopada 2014

"Bezmyślna", S.C. Stephens - czy to wina tłumaczenia?

Autor: S.C. Stephens
Tytuł: Bezmyślna (Thoughtless)
Wydawnictwo: Akurat
Stron: 672
Typ literatury: Romans, kobieca

Kiera i Denny są parą idealną - zakochani w sobie do szaleństwa, okazujący sobie uczucia na każdym kroku, szczęśliwi. Kiedy mężczyzna dostaję nową pracę w odległym Seattle jego dziewczyna bez wahania decyduje się jechać z nim i zacząć nowe życie. Wynajmują więc skromny pokój w domu znajomego Denny'ego, gwiazdy rocka - Kellana.
Początkowo życie trójki w studenckich warunkach układa się dobrze, nieodparty urok Kellana niebezpiecznie działają na Kierę. Emocje obojga dochodzą do głosu gdy Denny postanawia wyjechać korzystając z oferty nie do odrzucenia z punktu widzenia jego kariery. Z biegiem dni miłosny trójkąt gmatwa się coraz bardziej...

Co myślę?
Bezmyślna? O tak. To określenie idealnie pasuje do głównej bohaterki. Wiecznie niezdecydowana, targana emocjami, nie próbująca nawet przez chwilę na zimno ocenić sytuacji, w której się znalazła. Jej "wybory", których tak naprawdę dokonać nie potrafi, były denerwujące i ze szczerym zniecierpliwieniem czekałam, aż jej romans wyjdzie na jaw. Potem wcale nie było lepiej.
Inni bohaterowie mogliby również być nieco dopracowani - najlepiej zarysowaną osobowość ma chyba drugoplanowy bohater, członek zespołu D-BAGS, Griffin.

Książka to istna cegła - około 700 stron. Na szczęście druk w polskim wydaniu jest dość duży. Historia miłosnego trójkąta, bicia się z myślami, podejmowania decyzji i... porannego picia kawy (w pewnym momencie już przestałam liczyć ile razy scenariusz się powtarzał) mogłaby być spokojnie krótsza o połowę.

Ogólnie książka jest typowym babskim czytadłem z małymi elementami erotyki i idealnie spełnia tę funkcję - na długi zimowy wieczór w sam raz. Nadzieją napawa mnie fakt, że jest to pierwszy tom trylogii, a do tego debiut autorki, więc być może w drugiej części coś żywszego się podzieje.
O dziwo przeszkadzało mi najbardziej... tłumaczenie. Niektóre dobrane przez tłumaczkę słowa, również (a może szczególnie?) w scenach intymnych zbliżeń były dość toporne i ciężko było mi się przebić przez tekst. Zastanawiam się czy to właśnie nie spolszczenie ujęło wartości oryginałowi - na Goodreads Thoughtless ma bowiem ocenę bardzo wysoką - 4,19 na 91,148 ocen (i ponad 7 tysięcy recenzji)...

Mimo dużej ilości stron książkę przeczytałam bardzo szybko. Jest lekkim oderwaniem od literatury, która więcej wymaga od czytelnika.

Niedługo wrócę do Was z wrażeniami z tomu drugiego.

6/10
z nadzieją na lepszy tom drugi



niedziela, 26 października 2014

TARGI! + wywiad i videorelacja :)



Z 18. Targami Książki w Krakowie wiązałam duże nadzieje. Nowe miejsce, pierwsze spotkanie blogerów, ciekawi i różnorodni wystawcy... Zeszłoroczne, tłumne wydarzenie kojarzę z dobrą atmosferą ale i też kiepską organizacją. Jak było tym razem?

1. Logistyka
Na miejsce dotarłam przed godziną 10.00. Już wtedy ruchem kierowała policja, jednak dojazd graniczył z cudem. Zdążyłam na szczęście przed utworzeniem się gigantycznej kolejki do drzwi wejściowych. Niestety nieźle zmarzłam czekając na Sophie Carmen :)
Lokalizacja eventu (nowo wybudowana hala EXPO) dawała nadzieje na lepsze rozplanowanie stoisk w przestrzeni, a co za tym idzie większy komfort zwiedzających. Mimo, że alejki w wielu miejscach były rzeczywiście nieco szersze, układ i kształt niektórych stoisk oraz stale napierający tłum (który zwykle nie patrzył jak i gdzie zmierza) skutecznie utrudniały poruszanie się, a co za tym idzie udział w targach stawał się zdecydowanie mniej przyjemny.



2. Blogerzy
W tym roku blogerzy, którzy zarejestrowali się wcześniej na stronie Targów, wchodzili bezpłatnie przez wszystkie 4 dni jako goście branżowi. Była to miła niespodzianka i tu należą się duże podziękowania dla organizatorów.
O godzinie 13.00 w sali Wiedeń A rozpoczęło się spotkanie dla wszystkich piszących blogi. Osoby zarejestrowane otrzymały miły upominek - targową torbę, przypinkę i lizak w kształcie logo eventu. Niestety organizacyjnie wyszło... gorzej niż marnie. Pan prowadzący nie wiedział co ma czynić, ponieważ zaproszeni goście nie dotarli. Nie przyszli nawet laureaci konkursu eBuki po odbiór swoich nagród (poza jedną z nich - Pisaninką). W końcu - po lekko żenującym przedstawianiu się pierwszego i drugiego rzędu blogerów wyglądającego jak spotkanie Anonimowych Książkoholików, mikrofon zatrzymał się na mnie (dosłownie :D) - po mojej wypowiedzi i pozdrowieniach skierowanych na drugi koniec sali (bez szaleństwa nie ma Wanilii) mikrofon powędrował do laureatki nagrody, a potem przejęły go trzy blogerki próbując ratować sytuację. Ratowanie to miało jednak dwa oblicza - z jednej strony coś zaczęło się dziać, z drugiej strony kontrowersyjne wypowiedzi sugerujące, że nikt recenzji czytać nie chce, a blogi powinny być bardziej okołoliterackie i popkulturalne zostały odebrane w różny sposób.
Wisienką na torcie, a raczej końcówką kija wbitego w mrowisko, była kłótnia przedstawicieli niszowego i wielkonakładowego wydawnictwa... Większość blogerów ze spotkania wyszła zniesmaczona - przynajmniej takie było moje odczucie.

3. Promocje, wystawcy, konkursy
Jak zwykle można było odwiedzić stoiska wydawnictw słynnych i wielkich, niszowych, nowych, katolickich, dziecięcych, a nawet komiksowych czy specjalizujących się w wydawaniu gier planszowych. Targi odwiedziło też wielu autorów (nie tylko z Polski) i osobistości. Słowem - dla każdego coś miłego.
Akcję Książka za Książkę w tym roku oceniam dwojako - wybór ebooków, które mogliśmy darmowo odebrać z Publio.pl był znikomy (rok temu zdecydowanie większy!). Kody zdecydowałam się rozdać moim czytelnikom poprzez facebooka . Oprócz kuponów i dodatkowych zniżek do wybranych wydawnictw, dostawaliśmy też ekologiczne torby - i tu zdecydowanie przyznaję akcji plus :)
Na Targach minęłam wiele miejsc, gdzie mogły pobawić się dzieci, bookcrossing (nie wiem dokładnie kto go organizował, gdyż tylko obok się przecisnęłam - cieszył się dużą popularnością), kawiarenkę (ceny - OLABOGA! prawie jak na lotnisku w Balicach :)). Wzięłam udział w kilku konkursach, głosowaliśmy też na ulubionych polskich autorów współczesnych i dawnych (czy tak jak ja wskazaliście Mickiewicza?).
Co do promocji cenowych - jak zwykle na Targach trzeba kierować się dewizą "kupuj z głową". Nie zawsze to co na tanie wygląda takie jest naprawdę i poza Targami można znaleźć te same pozycje w niższej cenie.

Zanim przejdę do podsumowania zapraszam Was na krótką filmową relację i wywiad z debiutującym autorem, Pawłem Atamańczukiem



Podsumowując...
Targi Książki w Krakowie to wspaniałe wydarzenie podczas którego czytelnicy mają okazję wręcz dotknąć swoich ukochanych wydawnictw, wziąć autograf od uwielbianego autora i poczuć się jak jedna wielka czytelnicza rodzina. Jest to też okazja dla nas - blogerów - aby spotkać się nawzajem, porozmawiać z ludźmi, z którymi na co dzień współpracujemy, poznać nowe wydawnictwa.
Mimo wszystkich wad i uchybień udział w tegorocznych Targach był kolejnym niezapomnianym przeżyciem. Mam nadzieję, że za rok znowu się spotkamy!






wtorek, 2 września 2014

"Czy jesteś psychopatą?" - zapowiedź nowej książki Johna Ronsona


Czy jesteś psychopatą?
Nowa książka Jona Ronsona trafia do polskich księgarń

Już 10 września na półki polskich księgarń trafi nowa książka znanego brytyjskiego dziennikarza i prezentera Jona Ronsona „Czy jesteś psychopatą?”. To druga – po „Człowieku, który gapił się na kozy” – wydana w Polsce książka Ronsona.

„Czy jesteś psychopatą” to opowieść o obłędzie. O psychopatach. Tych najbardziej niebezpiecznych, z zakładów zamkniętych, tych na szczytach władzy i biznesu, oraz tych, których niegroźne szaleństwo jest pożądane przez media.

Wszystko zaczęło się spotkania Jona Ronsona z pewną specjalistką z zakresu neurologii. Podobnie jak wielu innych kolegów z branży, otrzymała ona pocztą od anonimowego nadawcy dziwną zaszyfrowaną książkę. O pomoc w odkryciu jej tajemnicy poprosiła Jona. Ten zaś zupełnie niespodziewanie odkrył, że w poszukiwaniu rozwiązania zagadki zawędrował do fascynującego świata obłędu.

Jon spotyka pensjonariusza zakładu zamkniętego Broadmoor, który zaklina się, że symulował chorobę psychiczną w celu złagodzenia wyroku, a teraz utknął tu, bo nikt nie chce uwierzyć, że jest normalny; rozmawia z osobami zajmującymi się katalogowaniem schorzeń psychicznych i tymi, którzy zaciekle się im sprzeciwiają; kontaktuje się z wpływowym psychologiem, twórcą stosowanego powszechnie testu na psychopatę, przekonanego, że wielu prezesów i polityków to w rzeczywistości psychopaci.

To właśnie od niego Jon uczy się rozpoznawać osoby o skłonnościach psychopatycznych. Wyposażony w tę wiedzę zmierza ku domenie wpływów i władzy. Przeprowadza wywiad z niesławnym dowódcą szwadronów śmierci i rozmawia ze znanym prezesem, którego domniemana psychopatia doprowadziła do sporych fluktuacji na giełdzie. Ale Jon nie spotyka się wyłącznie z psychopatami; kontaktuje się też z tymi, których działalność zawodowa w jakiś sposób związana jest z szaleństwem i którzy dzięki niemu zarabiają na życie. Odkrywa przy tym niepokojącą prawdę, że wielu ludzi ze szczytów tej branży jest na swój sposób tak samo szalonych jak ci, którzy są przedmiotem ich badań.

Charakterystyczne poczucie humoru, urok osobisty Jona i jego wrodzona dociekliwość sprawiają, że książka „Czy jesteś psychopatą?” wciąga od pierwszych stron. Ta pozornie rozrywkowa lektura wydobywa na światło dzienne niewygodne prawdy i zachęca do stawiania pytań o to, jak definiować normalność w świecie, w którym coraz częściej ocenia się nas po naszych najbardziej skrajnych zachowaniach.






poniedziałek, 1 września 2014

Monday RoundUp #1

Zdarza mi się przeczytać książki, które z jakiegoś powodu nie wywołują u mnie chęci napisania dużej recenzji. Nie są zbyt dobre lub nie są wystarczająco złe, nie mam weny, czasu, inne recenzje wyprzedzają je w hierarchii wartości, nie podoba mi się tekst, który napisałam - powodów jest tysiące. Dlatego postanowiłam (zainspirowana TYM postem Karolki z Papierowy Azyl) co jakiś czas w poniedziałki zaprezentować Wam krótkie refleksje na temat takich właśnie pozycji.

Michael Schofield - "Pomóc Jani", wydawnictwo Znak
Historię January Schofield śledzę odkąd obejrzałam program dokumentalny o jej walce ze schizofrenią. Od momentu, w którym rodzina Schofieldów podzieliła się ze światem swoimi zmaganiami z codziennością naznaczoną chorobą dziecka, wokół sprawy narosło wiele kontrowersji. Schofieldowie dostrzegają te same symptomy u młodszego dziecka, Bodhiego, podczas gdy internauci podążając za każdym newswem i analizując nagrania dzieci, twierdzą, że synek pary ma jedynie objawy autyzmu, a wszystko, co robią rodzice dzieci jest pędem za pieniądzem i sławą. 
Nie oceniając moralnie i nie mówiąc Wam o moich prywatnych przemyśleniach na temat całej sprawy: jeżeli ktoś lubi książki z gatunku non fiction, szczególnie o ciężkich i smutnych barwach, ale także dające odrobinę nadziei i pokazujące siłę i zawziętość człowieka - jest to książka dla niego. Czyta się ją szybko, choć czasem szokuje.

Sarah Lotz - "Troje", wydawnictwo Akurat



Pozycja ostatnio niesłychanie popularna w światowej book-blogosferze za sprawą sprawnie i ciekawie prowadzonej kampanii medialnej. Po tym thrillerze spodziewałam się więc nieco więcej. Świetny pomysł na formę prowadzenia narracji - maile, zapisy wywiadów, rozmów, wspomnień, artykuły - jednak sama historia według mnie niewykorzystana. Zakończenie mnie rozczarowało.
Daleen Berry, Geoffrey C. Fuller - "Pretty little killers. The truth behind the savage murder of Skylar Neese"
BenBella books
Kolejna książka z gatunku non fiction, opowiadająca o zbrodni, która niestety zdarzyła się naprawdę. Nastoletnia Skylar Neese została zamordowana przez... swoje własne przyjaciółki. Daleen Berry oddaje fakty w sposób niezwykle ciekawy, czytając "Pretty Little Killers" można pomyśleć, że czyta się po prostu dobrze napisaną fikcję literacką - niestety - Sheila i Rachel naprawdę z zimną krwią zamordowały Skylar, a dziś odsiadują karę więzienia. Podążamy tropem tweetów, wspomnień, dzień za dniem, przez burzliwą przyjaźń dziewczyn, aż po ukrywanie prawdy i doprowadzenie dwóch nastolatek przed wymiar sprawiedliwości.