poniedziałek, 3 kwietnia 2017

"Miasteczko Darkmord", Shane Hegarty - o potworach trochę strasznie, trochę na wesoło


Legendy to potwory. Potwory, które wypowiedziały wojnę światu ludzkiemu. Potwory, które przedzierają się przez portale do naszego świata jeszcze tylko w jednym miejscu - w miasteczku Darkmord. Ale nie martwcie się! Dwunastoletni Finn, syn ostatniego Łowcy Legend, przechodzi właśnie mordercze szkolenie. Szkoda tylko, że zamiast krzywdzić Legendy wolałby zostać... weterynarzem. Nie ma jednak wyjścia, coraz więcej stworzeń znajduje drogę do świata ludzi, w coraz dziwniejszych okolicznościach. Czy atak zostanie opanowany?

Miasteczko Darkmord to pierwsza część serii Darkmord (Darkmouth) autorstwa irlandzkiego pisarza Shane'a Hegarty'ego. Nazwałabym tę powieść humorystycznym fantasy sci-fi - potwory są iście fanastyczne, a broń, której używają łowcy zdecydowanie zahacza o klimaty gwiezdnych wojen ;). Seria jest kierowana do młodszego odbiorcy, co sugeruje nawet wiek głównego bohatera. Mam z tym jednak pewien problem, bo na pewno nie poleciłabym tej pozycji dziecku, które nie skończyło trzynastego roku życia - niektóre opisy samych legend czy walk z nimi mogą spędzić maluchom sen z powiek, mam też zastrzeżenia do niektórych wyrażeń. Z drugiej strony - jak zwykle bywa w pozycjach młodzieżowych - mamy do czynienia z lekkim, niewymagającym tekstem, ciekawą przygodą, wartką akcją i ogromną dozą wyobraźni autora, a całości dopełniają akcenty mocno humorystyczne. Zgódźmy się więc, że Darkmord jest lekturą dla młodszych nastolatków. Z perspektywy dużo starszego czytelnika mogę zdecydowanie stwierdzić, że i wyrośnięci miłośnicy fantastyki, dobrej przygody i lekkiego pióra znajdą przyjemność w czytaniu powieści Hegarty'ego.

Główny bohater, prócz tego, że wkrótce zostanie Łowcą Legend, biega z desykatorem i wysusza potwory na wiór, ma też wiele cech zwykłego, dorastającego chłopca, dziecka takiego samego jak czytelniczy target książki. Finn, poprzez zajęcie swojej rodziny, jest wyalienowany w szkole, wyśmiewany, inne dzieci dokuczają mu. Dopóki do miasteczka nie przeprowadziła się Emmie, nie miał żadnych przyjaciół. Jego delikatna i wrażliwa natura sprawia, że chłopczyk jest rozdarty pomiędzy oczekiwaniami ojca, który pragnie ukształtować go na niezwyciężonego i odważnego wojownika, a własnymi marzeniami o byciu weterynarzem. Gdyby to od niego zależało chętniej rozmawiałby z Legendami niż je zabijał. Ta strona głównej postaci podoba mi się najbardziej i mam nadzieję, że w kolejnych częściach autor wykaże, że nie zawsze rozwiązanie siłowe jest najlepszym wyjściem, nawet w obliczu dużych zagrożeń.

Świetnym i klimatycznym dodatkiem do treści są ilustracje Jamesa de la Rue, który ilustruje książki najlepszych wydawnictw w Wielkiej Brytanii. Mocno przyciągająca wzrok okładka i czarne brzegi stron dodają "dreszczyku" mroczno-zabawnej serii.

Jeżeli lubicie fantastykę, szukacie lekkiej, zabawnej lektury dla siebie lub dla swoich dzieci - Miasteczko Darkmord może się sprawdzić :-)

Podobny obraz

2 komentarze

  1. Dawno już nie należę do grupy docelowej, ale uwielbiam powracać do tego typu książek <3

    Pozdrawiam!
    W krainie absurdu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, już baaaardzo dawno :) Dla mnie książka to oderwanie od codzienności, więc naprawdę nie ma znaczenia czy jest przeznaczona dla dzieci, młodzieży czy dorosłych. Czasami te dla najmłodszych mają w sobie więcej wartości niż niejedna pozycja dla starszych czytelników :)

      Usuń

© Waniliowe Czytadła
Maira Gall