środa, 18 listopada 2015

"Graficzna podróż", Ed Sheeran; Phillip Butah - niezwykła autobiografia (nie)zwykłego artysty

http://instagram.com/vanillareads
Ed Sheeran. Chyba nie ma wśród nas osoby, która nie słyszała choćby raz piosenek takich jak "I See Fire", "Thinking Out Loud", "Photograph" czy "Give Me Love". Kim jest Ed? Chyba najlepiej charakteryzują go słowa własnej piosenki

I'm not a rapper, I'm a singer with a flow

Gitarzysta, piosenkarz, tekściarz. Brytyjczyk. Rudzielec. Idol uwielbiany przez miliony fanów na całym szerokim świecie. A przy okazji zwyczajny chłopak, skromny i co najważniejsze ciężko pracujący. Popularność zdobył już dzięki pierwszemu albumowi +, ale to X otworzył mu jeszcze szerzej drzwi kariery. Graficzna Podróż to pierwsza autoryzowana biografia artysty, która powstała w ścisłej współpracy z Phillipem Butah, grafikiem, który od dawna zajmuje się "obrazową" promocją Eda, przy tworzeniu chociażby grafik do albumów Sheerana. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla każdego fana - nie mogłam więc jej nie przeczytać.


Książka - jak sam tytuł wskazuje - jest bardzo bogato ilustrowana, a rysunki Phillipa są wprost fenomenalne. Niektóre z nich fani znają już chociażby z materiałów promujących płytę +.  Po krótkim wstępie od autorów rozpoczynamy naszą magiczną wycieczkę - jak to się w ogóle stało, że Ed pokochał muzykę i to ona została jego życiową drogą; jakich wyborów musiał dokonać, jak trudne do przeskoczenia bariery musiał obejść, kto go zainspirował, kto pomógł, a kto żałuje, że tego nie zrobił, gdy miał okazję?

Historia jest opowiedziana z typową dla Eda prostotą i szczerością, bez owijania w bawełnę. Odniosłam jednak wrażenie, że nie przyszedł jeszcze czas na przełomowy wywiad rzekę, gdzie Sheeran odkryje przed nami wszystkie karty. To, co może powiedzieć - mówi; reszty kwestii nie dotyka. I dobrze.

Czytanie (i oglądanie) Graficznej Podróży to dla miłośnika muzyki rudego Brytyjczyka czysta przyjemność. Ja nigdy nie mam dość jego piosenek, teledysków, coverów, koncertów, tym bardziej połknęłam książkę w jeden wieczór i pewnie będę do niej wracać nie raz. To wydanie dopracowane w każdym szczególe. Po części z opowieścią Eda znalazło się miejsce na historię od tego, bez którego Podróż byłaby totalnie bezbarwna, czyli Phillipa. A tuż po niej spis wszystkich ilustracji wykorzystanych w książce, opis tego kiedy powstały i jaką techniką.


Byłam niezwykle podekscytowana możliwością zrecenzowania tej pozycji, szczególnie, że niedługo przed jej pojawieniem się na polskim rynku byłam na oficjalnej premierze Jumpers For Goalposts z transmisją ekskluzywnego, mini-koncertu na żywo i mimo, że był to tylko livestream w Multikinie, emocje były ogromne (a mój rząd na szczęście nie wstydził się podczas filmu śpiewać razem z Edem). Graficzna Podróż była idealnym dopełnieniem moich jeszcze tlących się wrażeń po tym wydarzeniu.

Chcąc być jednak obiektywną, muszę wspomnieć o małym detalu, który mnie odrobinę poirytował. W niektórych fragmentach przywołane są teksty piosenek Sheerana. Na całe szczęście podane są zarówno w oryginale jak i przekładzie, niestety, według mnie niezbyt udolnym. Ci, którzy angielski znają dobrze i wiedzą jak tłumaczyć pewne gry słowne w piosenkach Eda, będą wiedzieli o co chodzi.

Jeśli jesteście fanami Eda - warto tę książkę-album mieć na półce. Jeśli dopiero go poznajecie - tym bardziej powinniście przeczytać jego historię. Graficzna Podróż idealnie sprawdzi się też jako prezent mikołajkowy czy gwiazdkowy dla każdego miłośnika Sheerana lub tych, których miłością do jego muzyki chcecie zarazić.

9/10

5 komentarzy

  1. Uwielbiam tego wokalistę - jeden z moich ulubionych... Stąd chyba sobie zakupię tę książkę, bo naprawdę mnie korci by ją posiąść i przeczytać. :D
    Pozdrawiam
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciągle widzę tę książkę w internecie - na blogach, Instagramie, Facebooku... Rany, aż mam na nią ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem jedną z tych osób, które nigdy nie słyszały kawałków, o których napisałaś w pierwszym akapicie. Fenomen Sheerana jakoś przeszedł obok mnie. Ale jedno mnie zainteresowało - te nieudolne tłumaczenia tekstów piosenek. Chętnie bym się temu przyjrzała z racji wykształcenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomysł niezły. Artysty nie znam, także nie czuję potrzeby zapoznawania się z książką :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Utwory Sheerana znam i lubię, ale do książki jakoś mnie nie ciągnie :) Ech, z takimi tłumaczeniami bywa problem - gry słowne potrafią przysporzyć problemów.

    OdpowiedzUsuń

© Waniliowe Czytadła
Maira Gall