poniedziałek, 28 listopada 2016

"To, co nam zostaje", Sally Hepworth - czy o miłości można zapomnieć?

Kiedy mówimy "literatura kobieca" często myślimy "tanie romansidło". Chociaż dość często czytam ten typ książek, zwykle nastawiam się na najgorsze, bo zwykle, choć przyjemnie się je czyta, wątki są oklepane, zakończenie przewidywalne, historia błaha. To, co nam zostaje to zupełnie inna półka. Nie wiem, czy potrafię ubrać w słowa to co czuję po przeczytaniu tej powieści. Dawno nie czytałam nic tak naładowanego emocjami, poruszającego do bólu. Nie było to łatwe i lekkie czytadło, a splot trudnych historii i problemów, które dotyczą nie tylko dwóch głównych bohaterek ale i wielu postaci pobocznych: Anna w wieku 30-paru lat zmaga się z postępującym szybko Alzheimerem, a w domu opieki niespodziewanie znajduje miłość i zrozumienie u młodego człowieka, również dotkniętego demencją. Eve, napiętnowana po skandalu, jaki wywołał jej bogaty mąż, szybko spada ze szczytu drabiny socjoekonomicznej i musi zbudować życie od początku: dla siebie i swojej małej córki Clementine. Podejmuje więc pracę w Rosalind House - tym samym ośrodku, w którym leczy się Anna. Drogi dwóch kobiet przetną się, co zmieni życie każdej z nich.

Sally Hepworth podejmuje trudne tematy - choroby, przemijania, pamięci, miłości, odpowiedzialności, społecznego ostracyzmu. Czytelnik wiele razy zostaje postawiony przed moralnym dylematem, ale przede wszystkim przed pytaniem: czy każdemu wolno kochać? Czy miłość można kontrolować? Czy miłość umiera wraz z nami, z ukochaną osobą, z pamięcią o niej?

Narratorkami opowieści są Anna, Eve oraz jej córka Clementine. Patrzymy więc na wydarzenia przedstawione w książce z perspektywy trzech skrajnie różnych osób: kobiety, która traci pamięć, dobrze sytuowanej kobiety, która za jednym mrugnięciem oka straciła wszystko i dziewczynki, która boryka się z bólem po stracie ojca i okrucieństwem swoich rówieśników. Każda z tych kobiet wnosi do powieści unikalną cząstkę, która jest absolutnie niezbędna do zrozumienia i przeżycia całości historii. Prowadzenie narracji z perspektywy osoby chorej na Alzheimera na pewno było nie lada wyzwaniem dla autorki. Postać Anny niezwykle mnie poruszała, za każdym razem gdy czytałam części książki właśnie jej poświęcone - stąd mogę powiedzieć, że Sally Hepworth podołała zadaniu.

To, co nam zostaje w dość brutalny sposób zmusza czytelnika do przemyśleń na temat miłości, zaufania, spraw materialnych  doczesnych, przemijania, starości i ludzkiej predyspozycji do popełniania błędów w myśl chronienia tego, co się kocha. Jest to książka, która przynosi wiele emocji. Każdy, nawet najbardziej poboczny bohater, gra tu ogromnie ważną rolę, stawia przed czytelnikiem moralne, etyczne i życiowe problemy, nawet jeśli z początku wydaje się tylko tłem do głównej historii. To jest chyba to, co podobało mi się u Sally Hepworth najbardziej - nagromadzenie wielu różnych ludzkich dramatów, splatających się ze sobą w Rosalind House.


"Nigdy nie znałam dobrej odpowiedzi na pytanie mamy. Jeśli tego nie pamiętam, to czy ja w ogóle tu byłam? Ale może to pytanie jest źle postawione. Może jeśli ktoś inny pamięta i wymawia twoje imię, to znaczy, że tu byłaś."
Sally Hepworthy, "To, co nam zostaje"
tłum. Joanna Dziubińska, wydawnictwo FILIA, s. 96


5 komentarzy

  1. Nie jest to książka jakie najchętniej czytam ale myślę, że przeczytam ją i nie będę żałować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę. Refleksyjna i mądra powieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest to zapewne lektura, która daje dużo do myślenia. Niewykluczone, że po nią sięgnę.

    Pozdrawiam :)
    Books & Candles

    OdpowiedzUsuń

© Waniliowe Czytadła
Maira Gall