poniedziałek, 25 czerwca 2012

Aubrey Flegg - "Skrzydła nad Delft"

Tytuł: Skrzydła nad Delft
Autor: Aubrey Flegg
Tłumaczenie: Krzysztof Mazurek
Wydawnictwo: Esprit
Stron: 245
Czas czytania: dwa wieczory

Holandia, połowa XVII wieku, Delft. Tutaj mieszka młodziutka Louise Eeden, córka znanego projektanta porcelany. Dziewczyna zafascynowana otaczającym ją światem, zakochana w rozgwieżdżonym niebie, niezwykle ciekawa tajemnicy wszechświata, nade wszystko kochająca swojego dobrodusznego i mądrego ojca. Los rzuca ją w sytuację - jak się zdaje - bez wyjścia: nieuchronne narzeczeństwo ze spadkobiercą ceramicznego imperium Delft, Reynierem DeVriesem. Wytchnienie od męczących dylematów związanych ze swoja przyszłością panienka Eeden odnajduje w pracowni malarskiej mistrza Haitinka, gdzie rozpoczynają się prace nad jej portretem.

Mistrz Haitink i czeladnik Pieter pokazują Louise tajemniczy świat barw, perspektyw, gry świateł, "alchemii" tworzenia niezwykłych kolorów... Ale Pieter daje Louise więcej niż nowy, malarski świat do odkrycia. Daje jej opowieść o malowaniu pustego kieliszka, która staje się zaczątkiem niebanalnej znajomości tej dwójki młodych - jak potoczą się ich losy?

Skrzydła nad Delft to opowieść o przyjaźni i ciężkich do przeskoczenia barierach jakimi są pochodzenie i religia -  między wyznawcami protestantyzmu a katolicyzmu trwa "cicha, zimna wojna". Jest to książka pisana tak lekko, że niemal "malowana" słowami, opisy miejsc i wydarzeń są tak "miękkie", "plastyczne" i "pastelowe", że od książki nie sposób się oderwać. Urozmaiceniem dla czytelnika są grafiki przedstawiające bohaterów (na szczęście nie są zbyt sugestywne i nie wpłynęły w żaden sposób na moje wyobrażenia) oraz urokliwe zakątki miasta. Dodatkowym plusem pozycji jest to, że bardzo łatwo odnajdujemy się w narzuconych nam realiach - czyli w holenderskim XVII-wiecznym miasteczku, co jest zasługą prostego języka i doskonałych według mnie opisów otoczenia i ducha epoki. Mimo, że mogłabym ją zaliczyć jako tzw. "light read", pozycja ta niesie ze sobą mnóstwo ciepła, uśmiechu ale i refleksji.

Spokojny, czarujący nurt wydarzeń pod koniec zmierza ku dramatycznemu zwrotowi, a zakończenia nie da się w żaden sposób przewidzieć. Nie mam pojęcia jak dalej potoczy się ta opowieść - ku mojemu szczęściu jest to pierwszy tom trylogii o Louise! - ale wiem, że pochłonę kolejne części z nieukrywaną ciekawością.

10/10

za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej wspaniałej malowniczej historii jaką jest książka "Skrzydła nad Delft" z całego serca dziękuję wydawnictwu

13 komentarzy

  1. z przyjemnością rozpoczęłabym sama swą przygodę z tą historią
    pozdrawiam Cię serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki, jest naprawdę ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytam recenzji, gdyż nie chcę się przypadkowo wzorować. Niedługo biorę się za pisanie własnej. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Być może kiedyś sięgnę po tę książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę w najbliższych czytelniczych planach. Mam nadzieję, że mi również się spodoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele o niej słyszałam. Muszę przeczytać

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, po po prostu muszę ją przeczytać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koniecznie! na pewno przypadnie Ci do gustu :) to bardzo przyjemna i ciepła lektura :)

      Usuń
  8. Widziałam gdzieś tą książkę. Jednak coś mnie od niej odpycha, nie wiem dlaczego, ale myślę, że nie spodobałaby mi się.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tyle pozytywnych recenzji tej książki, już od jakiegoś czasu mam ochotę ją przeczytać.
    Poza tym ma przepiękną okładkę i widać, że w ogóle jest wspaniale wydana.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Książkę mam już za sobą. I szczerze zakończenie mnie zakończyło. Tym bardziej nie wiem, co autor zaplanował w dalszych częściach i z chęcią po nie sięgnę. ;)

    OdpowiedzUsuń

© Waniliowe Czytadła
Maira Gall