wszystkie recenzje zamieszczone na tym blogu są mojego autorstwa. nie zezwalam na ich kopiowanie i wykorzystywanie osobom postronnym bez mojej uprzedniej zgody. zezwalam natomiast na wykorzystywanie w celach promocyjnych odpowiednich recenzji wydawnictwom, z którymi współpracuję. zdjęcia zamieszczane na blogu również są mojego autorstwa i nie zezwalam na ich kopiowanie. wyjątkiem są grafiki okładek.

niedziela, 9 września 2012

E L James - "50 twarzy Greya"

Tytuł: 50 twarzy Greya
Autor: E L James
Wydawnictwo: Sonia Draga
Stron:  606
Czas czytania: trzy wieczory
O książce "50 Shades of Grey" mówi się od kilku miesięcy na całym świecie. Byłam bombardowana jej tytułem, okładką i peanami na jej temat od długiego czasu, więc kiedy tylko pojawiła się na polskim rynku postanowiłam po nią sięgnąć, by wyrobić sobie opinię.
Zacznijmy od tego o czym jest ta historia. O młodej, naiwnej i niewinnej (w każdym tego słowa znaczeniu) studentce, która przez zbieg okoliczności zmuszona jest do przeprowadzenia wywiadu z tajemniczym miliarderem Christianem Greyem. Od tego spotkania ani jedno ani drugie nie może o sobie zapomnieć. Tyle, że Anastasia jest Christianem po prostu zafascynowana, a on...? No właśnie...
W końcu nieustępliwy Christian Grey stawia na swoim - zaczyna się spotykać z Aną i ich relacja przeradza się z fascynacji w seksualną. Ale Christianowi to nie wystarcza. Jego władcza natura woła o jeszcze, o więcej, więc proponuje Anastasii pewien niezwykły, brutalny, erotyczny układ. BDSM.

Sięgając po "50 twarzy" nie miałam pojęcia, że powstała jako fanfic "Zmierzchu" - później jedynie dopracowany, ze zmienionymi postaciami i okolicznościami. Nie czytałam też "Zmierzchu" (i takiego zamiaru nie mam) więc nie potrafię dostrzec między tymi książkami powiązań czy inspiracji. Jedno mogę powiedzieć: ta książka jest... straszna.
Po pierwsze - sam pomysł może jest szokujący i skandaliczny, jednak uważam, że mógł zostać lepiej wykorzystany. Czytelnik czeka w napięciu na te "ostre momenty" a po przeczytaniu ich przychodzi rozczarowanie.
Po drugie - zasób słów jakimi posługuje się autorka (o tłumaczce będzie później) jest powalająco ubogi. Co stronę powtarzają się te same określenia, identyczne opisy sytuacji, myśli, niemal takie same dialogi. To sprawia, że na pozór wciągająca historia staje się nudna i przewidywalna. Grey zaraz powie "nie przygryzaj wargi Anastasio", albo "musisz jeść", a ona pomyśli "o rany".
Po trzecie - książka jest tak niesamowicie okrojona z fabuły, że tak naprawdę jest to 600 stron o niczym, przeplatane (powtarzającymi się) opisami pikantnego seksu.
Kolejna sprawa - bohaterowie. Najbardziej do sięgnięcia po "50 twarzy" przekonał mnie fakt "powolnego odkrywania portretu psychologicznego Christiana Greya". I co? Nic! Odkrywać to my sobie tu możemy jedynie "jak pochmurnieje jego spojrzenie" albo jak "nagle jego głos staje się ciepły i czuły". Christian Grey jest bezbarwny, to samo Anastasia, która wręcz mierziła mnie swoją naiwnością i głupotą.

A teraz sprawa tłumaczenia. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym. Zwroty typu "fuck", "holy shit", które w oryginale również przewijają się co kilka zdań, tutaj zastąpione są słowami: "rany", "rany julek", "rety", "cholercia" i - tu proszę o uwagę - "o Święty Barnabo". Nie muszę Wam chyba mówić jak to ostatnie zdanie brzmi podczas "brutalnego" aktu seksualnego między Christianem a Anastasią?

Dawno nie miałam tak mieszanych uczuć co do książki, szczególnie do takiej, która została okrzyknięta światowym bestsellerem. Sama nie wiem czy będę sięgać po kolejne tomy trylogii. Niewykluczone, bo nie lubię zostawiać niedomkniętych spraw - ale na pewno nie kupię ich za cenę rynkową.
Plus w ocenie jest za to, że książkę czytałam z ciekawością. Generalnie jednak przyniosła mi mnóstwo rozczarowania.

5+/10


53 komentarze:

  1. Tyle stron bez praktycznie żadnej fabuły???... Nie lubię czegoś takiego... poza tym zniechęciłaś mnie tłumaczeniem... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fabuła jest taka: on jej proponuje BDSM, ona się zastanawia, próbują czegoś, ona się zastanawia, próbują, ona się zastanawia. :/

      Usuń
    2. Teraz już na sto procent podziękuję :P

      Usuń
  2. chyba niestety nie czuję się zainteresowana na tyle tą historią, żeby sięgnąć po książkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Tłumaczenie faktycznie zniechęca mocno.. jeśli w ogóle sięgnę po tę książkę, w co wątpię, to raczej w wersji angielskiej...

    OdpowiedzUsuń
  4. O Święty Barnabo! Brzmi to mało zachęcająco. Okładka rzuca mi się w oczy ilekroć zaglądam na stronę Empiku. Do tej pory jakoś niespecjalnie mnie ta książka interesowała i po Twojej recenzji raczej się to nie zmieniło. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie też ta książka zainteresowała ze względu na cały ten szum wokół niej, jednakże po przeczytaniu rozczarowałem się. Więcej możesz przeczytać na moim blogu, jeśli masz ochotę porównać nasze opinie :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahaha najbardziej załamały mnie te tłumaczenia "brzydkich" zwrotów. Od razu przypomniał mi się ten skecz: http://www.youtube.com/watch?v=KbIohLTzuvU
    Pewnie znasz, jeśli nie- zapraszam do oglądania. :)

    Ten cały szum wokół książki zamiast mnie zachęcić do zakupu to do niego zniechęcił. Po książkę może i kiedyś sięgnę. Poczekam jednak, aż będzie dostępna w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  7. moim zdaniem książka może nie jest wysokich lotów, a już na 100% nie nazwałabym jej erotykiem, a o sado-maso nie wspomnę - bo to jakieś żarty. To mimo wszystko przysysa nas i pochłaniamy ją szybko. Osobiście zanim się obejrzałam już byłam przy końcu a nawet nie wiem kiedy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może dla kogoś kto z takimi tematami "sado-maso" styka się po raz pierwszy :)

      Usuń
  8. Ja też mam bardzo mieszane odczucia w stosunku do Greya. W dodatku mam też porównanie ze "Zmierzchem" i niestety dla mnie to był bardzo duży minus. Początkowe podobieństwo głównych bohaterów było przerażające. Sam pomysł na fabułę nie jest zły, jednak jakość wykonania niestety nie powala na kolana. Przeczytam dalsze części, bo mimo wszystko ciekawa jestem co takiego pani E L James wymyśliła, że dało się to rozciągnąć jeszcze na dwa tomy ;) Tyle, że po Twojej uwadze odnośnie tłumaczenia (strasznie mnie irytowały te słówka!)zastanawiam się nad oryginalną wersją. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja na pewno sięgnę po wersję oryginalną i elektroniczną (bo na papierową raczej szkoda mi pieniędzy. wolę kupić coś lepszego!). Też jestem ciekawa - szczególnie czy dwie kolejne części będą taką rozlazłą kontynuacją

      Usuń
  9. Właśnie dlatego, że ją tak zachwalają to nie miałam zamiaru jej czytać. I nadal nie mam, po Twojej recenzji. A tłumaczenie przekleństw w wielu książkach jest niestety tragiczne, tak jakby tłumacze i korektorzy (bo to też ich udział) sądzili, że Polacy nie klną i będą przerażeni i zdegustowani tego typu zwrotami. Porażka!

    OdpowiedzUsuń
  10. Wczoraj byłam w Empiku i już miałam ją kupić. Jakoś tak przy oglądaniu intuicja podpowiedziała mi , że nie będzie to nic fajnego. Całe szczęście, że ją zostawiłam. Ale masz rację - straszny z tego bestseller, w Empiku calutki stół na wprost wejścia jest nim zawalony. Aż się potknąć można...

    OdpowiedzUsuń
  11. To naprawdę niesamowite, książka reklamowana jest dosłownie wszędzie, niby taka rewelacja... a jakoś jeszcze nie miałam okazji przeczytać pozytywnej recenzji... Niektórzy twierdzą że polskie tłumaczenie jest kiepskie więc jeśli już się zdecyduję, to chyba na wersję angielską...

    OdpowiedzUsuń
  12. Koniecznie muszę książkę przeczytać i sama na własne oczy przekonać się o tych "rany julkach". Zaskoczyłaś mnie. Ja też spodziewałam się po książce czegoś o wiele wiele lepszego...

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam podobne spostrzeżenia do swoich. Dzisiaj skończyłam tego gniota i jutro planuję spisać wszystkie swoje wyrzuty i wrzucić na bloga, bo czuję, że nie mogę tego dusić w sobie już dłużej :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. Pomimo wielu nieprzychylnych opinii, które spotykam, chętnie sięgnę po tę książkę. Możliwe, że także nie zachwyci mnie, ale chcę sama przekonać się o tym. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widziałam tę ksiązkę jeszcze przed premierą w Polsce - dosłownie wszędzie. Weszłam do księgarni i tam o niej trombili. Wróciłam - znów trąbią, więc siłą rzeczy się zainteresowałam. Jednak po przeczytaniu Twojej recenzji zupełnie mi się odechciało.

    1) Powstał jako fanfick "Zmierzchu". Jedną powieść "na postawie" "Zmierzchu" czytałam i do tej pory do siebie dochodzę. Myślałam, że pogryzę klawiaturę, bo to był e-book do recki.

    2) Okrojona fabuła i sam erotyzm. Podziękuję.

    Zapowiada się żenująco, więc na pewno nie kupię. Dobrze, że przeczytałam recenzję, bo miałam zamiar nabyć tę em, powieść.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. O Borze Liściasty! O Jeżu Iglasty! O Święty Barnabo! xD Po przeczytaniu fragmentu i kilku cytatów, zdecydowałam, że nigdy tej książki(?)nie kupię. Moja znajoma powiedziała, że "50 twarzy" już ma i jak skończy czytać, to mi pożyczy. Nie wiem jednak, czy zdecyduję się na lekturę tego bestsellera... ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Gdy usłyszałam o tej książce oglądając Lekko Stronniczego, już po samym fragmencie który wówczas przeczytano wiedziałam, że nigdy po nią nie sięgnę, bo to po prostu nie dla mnie. Umocniłaś mnie w tej decyzji :D
    A czytając tak przetłumaczoną książkę chyba bym nie wytrzymała długo..
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. "O Święty Barnabo"??!! Bosze, po takim tekście to pewnie niejednemu facetowi co nieco opadło z wrażenia... Nie no błagam! Miałam taką ochotę na tę książkę, a tu taka niespodzianka! Poza tym domyślam się, że tych seksownych scen nie mogło być nieskończenie różnych - każdemu się kiedyś wyczerpuje repertuar, nawet w łóżku. Dobrze, przeczytam tę książkę, chciałabym się przekonać, czy jest tak szokująca, jak obiecuje wydawca. Ale ponieważ jestem weteranką, jeśli chodzi o znajomość romansów i erotyków, to obawiam się, że Grey prawdopodobnie zostanie przeze mnie wysłany... do piaskownicy ;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Kumpela kupila, wiec pewnie pozycze od niej i przeczytam :) Zobaczymy jakie ja o niej zdanie sobie wyrobie.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Głośno było o tej książce, właściwie nadal jest, i choć zwykle taki rozgłos mnie nie zachęca, to w tym przypadku mam zamiar przekonać się, na czym polega fenomen tej książki...

    OdpowiedzUsuń
  21. Hahahha nie ma to jak podgrzewać atmosferę w łóżku zwrotem "O święty Barnabo!" To jest wręcz wyborne. Sama wypróbuję! :-D
    Książkę przeczytam, ale mniej więcej czegoś takiego się spodziewałam.

    OdpowiedzUsuń
  22. O nie! ;) Te tłumaczenia po prostu rozkładają na łopatki, to chyba jakaś parodia :) Książki co prawda w planach nie miałam, ale teraz to już nawet na nią nie spojrzę. O święty Barnabo, na pewno nie!

    OdpowiedzUsuń
  23. Jestem w szoku. Miałam chętkę na tę książkę. Teraz już sama nie wiem. Może kiedyś z ciekawości do niej zajrzę, może...
    A tłumaczenia ubawiły mnie do łez. Szczególnie jak wyobraziłam sobie kobietę krzyczącą podczas aktu seksualnego "O Barnabo" hihihiihihihihiihhihi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Czytałam na temat tej książki już kilka negatywnych recenzji i dlatego ją sobie daruję :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Łejć. Miałam się z nią zapoznać, ale chyba sobie daruje, bo recenzja nie jest zbyt zadowalająca.

    OdpowiedzUsuń
  26. O! Zauważyłam jeszcze, ze nie czytałaś Nevermore. Kruk. Książka świetna ja dałam 10/10. życzę miłej lektury ;D

    OdpowiedzUsuń
  27. Holy, nie "holly" :) Holly to jest w Hollywood np. :) Jeszcze powinno być "Shades", a nie "shades". Wiem, czepiam się, ale jeżeli chcesz krytykować, to przynajmniej krytykuj z użyciem właściwej pisowni. Tak poza tym to podoba mi się Twoja opinia/recenzja. Nie czytałam polskiego tłumaczenia (no i nie mam takiego zamiaru), ale jeśli tłumaczka użyła tak skandalicznie infantylnego języka to rzeczywiście: porażka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dziękuję za uwagi, już poprawiam :) polskie tłumaczenie jest straszne, dlatego następne części będę czytać po angielsku. Recenzje również się pojawią :)

      Usuń
  28. Także się rozczarowałam, tym bardziej, że na prawdę dużo ludzi się tym zachwyca...

    OdpowiedzUsuń
  29. Hej. Trafiłam na Twojego bloga szukając opinii na temat tego dzieła. Nie wiedziałam, że to pierwotnie fanfik "Zmierzchu", ale skojarzenia nasunęły mi się po pierwszych dwóch stronach - dokładnie taki sam schemat i równie przewidywalny. Zmierzch przekartkowałam sobie kiedyś w jedno popołudnie, do wyrobienia sobie opinii nt 50 Shades wystarczyła mi godzina. Raczej nie sięgnę po kolejne odsłony, żeby sprawdzić, jak rozwinie się ta historia.
    Popularność tego typu powieści da się pewnie wytłumaczyć podobnie jak fenomen Heleny Mniszkówny na początku ubiegłego wieku czy Niewolnicy Isaury w latach 80 - po prostu jest spora grupa, do której to trafia. Autorkom obu wypada pogratulować, nie talentu bynajmniej, ale umiejętności wyczucia rynku i targetu; my możemy najwyżej pożałować, ze nie pierwsi na to wpadliśmy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tłumaczenie żenadne zapewne, ale może to takiej niewinnej bohaterki akurat lepiej to pasuje niż rzucanie fuckami. Chociaż parę kurw też wyłapałam, może przypadkiem zostały. Niemniej wygląda na to, ze polski target gospodyń domowych mniej jest przyzwyczajony do bluzgania niż angielski, a może tylko naszym tłumaczom tak się wydaje :)

      Usuń
  30. Najbardziej śmieszy mnie ktoś, kto nie przeczytał a wielce mówi, jaka to ta ksiązka jest beznadziejna i sugeruje się zdaniem innych. Spróbujcie a się przekonacie. Ja kupiłam ta ksiązkę przypadkowo przyjaciółce na urodziny, wtedy jeszcze o niej nie słyszałam. Przyjaciółka była zachwycona mówi "pożycz, przeczytaj i powiedz co myślisz, ja się zakochałam". Przeczytałam i nie żałuję!!! Książka wg mnie jest rewelacyjna. Autorka skupia się na tym co istotne, a nie na opisywaniu "przyrody" i świata zewnętrznego typu "szłam ulicą, a w okół mnie śpiewały ptaszki i świeciło słoneczko". Myślę, że zamiarem autorki był opis tego co dzieje się między dwojgiem ludzi, a nie "przyrodą" a bohaterką. Jest to naprawdę prosto napisana książka, ale czy prosto oznacza, że źle?! Nie! Fabuła jest wciagająca i rozkręca się powoli, co daje tej książce pewną tajemniczość i iskierkę podniecenia poprzez czytanie rozgrywającej się między bohaterami gry. Prosty język daje możliwość czytania jej nawet w zatłoczonym autobusie, nie trzeba skupiać się nad tym co się czyta, ta książka po prostu sama "wchodzi". Jeżeli chodzi o samą akcję i opisane w niej sceny (pikantne)- czy nie każda kobieta w głebi serca chciałaby przeżyć to co przeżywa bohaterka? Seks w niej opisany, jest inny, jest Twój, bo dzieje sie w Twojej głowie, w Twojej wyobraźni i na swój sposób sie z tym utożsamiasz. Może jest to tylko delikatna namiastka tego co można zobaczyć na filmach porno (bo taką opinie też słyszałam)ale film porno nie dostarcza Ci tyle przyjemności intelektualnej (przechodzącej w przyjemność cielesną) co ta książka. Wyobraźnia potrafi zdziałać cuda! A jeżeli po przeczytaniu kolejnych rozdziałów ma się pod ręką jeszcze mężczyznę, to uwierzcie, że on na pewno nie bedzie niezadowolony, że ją przeczytałyście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem Twojego komentarza. Mój blog to blog recenzencki więc chyba jasno z tego wynika, że książkę przeczytałam :) Według mnie to zwykłe grafomaństwo. A tak nota bene mój facet nie musiał czekać na Greya, żeby być zadowolony ;)
      Poza tym polecam przeczytać Markiza De Sade - od którego w ogóle wzięło się słowo sadyzm. Przy nim Grey to kupa kartek, które nadadzą się tylko do łazienki.

      Usuń
    2. Wiele o czym pisze king@ stało się moim udziałem. Zaczęłam nawet opisywać moją historię, zajrzyjcie proszę...

      Usuń
  31. Uginające się stoły w empiku świadczą jedynie o tym, że poziom się obniża.
    O rety! Święty Barnabo puść perskie oko i daj sójkę w bok, bo nie chcę wierzyć, że to bestseller.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy naprawdę jeden zwrot może przekreślić całą powieść? wydaje mi się, że nie, poza tym to kwestia tłumaczenia a nie oryginału, stąd nie rozumiem kpin w związku z tym. Poziom się obniża? nie wydaje mi się, czytaj wyszukane pozycje, niszowe, naukowe - a poziom Ci się podniesie :p pozdraiwma

      Usuń
    2. Marto - przestan obrazac innych obserwatorow i komentatorow, KAZDY ma prawo do WLASNEGO zdania i zadnym komentarzem nie narzucisz go innym. Recenzje na blogach maja za zadania pokazywac rozne punkty widzenia i sklaniac do dyskusji, ale nie tego typu "przepychanek" jakie tu stosujesz. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Absolutnie nie miałam zamiaru nikogo obrażać za co przepraszam, byłam bardziej w dobrym humorze niż złym jak to pisałam, ale jak teraz przeczytałam swój wpis to rozumiem, że można było go tak odebrać. Proszę o dystans do wypowiedzi, wtedy będzie nam się żyło lepiej :) moje pozdrawiam na końcu tamtego wpisu naprawdę było pozdrowieniami co może poświadczyć o moich dobrych chęciach. Przepraszam i to się nie powtórzy :)

      Usuń
  32. Myślę że Ci którzy nigdy nie byli fanami czy w realcji Pan -uległa jak w książce nie do końca wiedzą i rozumieją tą książkę, żałosne jest czytanie komentarzy osób nie rozumiejących tego klimatu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat ja bardzo dobrze znam ten układ i uwierz, prywatnie jestem ogromną jego fanką :)))

      Usuń
  33. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  35. Kochani

    Zawsze jest tak, że znajdą się tacy którzy tak rozsławioną książkę pokochają i tacy którzy nie będą mieli najlepszego zdania o danej pozycji. Prawda jest taka, że lepiej napisać powieść jaką napisała E. L. James o której się mówi dobrze ale także i źle niż taką, która tylko zapełni półki i będzie się kurzyć. Ja cenie sobie każde opinie i rozumiem że są osoby, którym się książka nie spodobała - dziwne byłoby gdyby tak różni ludzie znajdujący się na całym świecie mieli takie same odczucia i upodobania - niemożliwe. Osobiście książka, cała trylogia była dla mnie bardzo wciągająca, zaczęłam czytać książkę z czystą kartką - bez recenzji, bez research'u , gdyż nie chciałam mieć błędnego nastawienia i żadnych oczekiwań. Czytając książkę mogłam się wyłączyć z mojego życia- zwykłego, może nie przeciętnego ale też bez żadnych ekstremalnych wyczynów. Czytałam ją jednym tchem - 3 tomy w 3,4 dni, dla mnie to było coś nowego - nie czytałam chyba wcześniej żadnych romansów ani tego typu rzeczy. Jeśli słyszę że jest to czyste porno i perwersja, to się z tym nie zgadzam, bo wydaje mi się, że jeśli chodzi o seks do jest dość łagodnie - a to że często to chyba fajnie? czytając tą książkę nie miałam wrażenia że sceny seksu są zbyt częste i że wszystko się powtarza - łóżko, winda, podłoga, samochód - i choćby się mogło wydawać że miejsca banalne to wg mnie w książce całkiem ciekawie potoczyła się fabuła w tym kierunku. A co powiecie o tych wydarzeniach związanych z byłą uległą Grey'a, z Jackiem, z porwaniem Mii, z lekarzem Greya, z jego rodziną, przeszłością - dla mnie to trzymało mnie w tej całej historii do końca.
    Później po tej trylogii sięgnęłam do jeszcze kilku tytułów o podobnej tematyce:
    1. Hart Megan - Trzy oblicza pożądania - przez którą niestety nie przebrnęłam ani połowy, gdyż na każdej stronie wrzucane były intymne części ciała w sposób wulgarny i nie nawiązujący w żaden sposób do nikłej fabuły i udawanej intrygi.
    2. CROSSFIRE - Sylvia Day - trylogia, jak dotąd wyszły 2 części i przez nie przebrnęłam ale jest bardzo podobna do Grey'a i wg mnie niestety ale gorsza, dziecinne zachowania głównej bohaterki i mało interesująca fabuła, pojawiają się nawet fragmenty, które jak w złym filmie - aż irytują.
    3. Osiemdziesiąt dni - Vina Jackson - trylogia, bardziej podobały mi się 2 pierwsze części, trzeciej jeszcze nie skończyłam ale trochę mi się dłuży i brak ciekawych zwrotów akcji - fakt jest taki że się czytelnik takiego obrotu akcji nie spodziewa - nie wiem czy to na korzyść akurat w tej powieści.
    4. In Flight - R. K. Lilley - dopiero rozpoczęłam czytanie tej pozycji i jak na razie odczucia mam pozytywne, zamierzam czytać dalej :)

    Może dlatego mam dobre odczucia po trylogii E.L. James, bo nic podobnego wcześniej nie czytałam, a może dlatego że jest coś we mnie z uległej? ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja z początku zarzekałam się, że nie przeczytam "50 twarzy Greya" po tym jak mi powiedziano, że to książka o perwersyjnym bzykanku, która jest światowym bestsellerem - pomyślałam sobie, że nasz świat naprawdę schodzi na psy i postawiłam gruby mur między mną a trylogią E.L. James postanawiając udawać, że nie jej nie ma.

    Jednak z niewyjaśnionych przyczyn przyciągnęło mnie do tej książki, z ulgą zobaczyłam, że wcale nie jest taka perwersyjna. Język faktycznie jest bardzo ubogi, klasyfikuje się do poziomu czytadeł najniższej klasy, jednak fabuła mnie poruszyła i wciągnęła. Pochłonęłam 2 części w zawrotnym jak na mnie tempie 3 dni. 2 tom czytałam całą noc, do 6:30 nad ranem.

    Ta książka po prostu wciąga. Można wieszać psy na E.L James za ubogi język, ale fabuła jest bardzo dobrze skonstruowana. Też poczułam się zupełnie wyrwana ze swojego życia podczas czytania. Zdarza mi się to przy bardzo niewielu książkach.

    Portret psychologiczny Greya, w pierwszej części nie zarysowuje się zbyt dokładnie i Grey pozostaje nieco jednowymiarowy, za to w drugiej już jest całkiem ciekawie przedstawiony i obnażony. Natomiast Ana pozostaje mdła i jednowymiarowa. Ale może właśnie dzięki temu tyle kobiet może się z nią utożsamić na całym świecie i poczuć przelotnie silne emocje i tą nietypową miłość do nietypowego i poranionego samczego mężczyzny jakim jest postać Greya? :)

    Ja osobiście zakochałam się w Greyu. Być może dlatego, że mam nudne życie, możliwe. Może też dlatego, że jest coś we mnie z uległej :). Ale chyba większość kobiet w głębi duszy pragnie silnego mężczyzny, który się zatroszczy, poprowadzi, który jest doskonałym kochankiem, z jednej strony wrażliwym i czułym, z drugiej strony ostrym... I pewnie stąd ten wielki sukces powieści. Trafia w samo sedno kobiecych marzeń o silnym bogatym facecie, który zakochuje się w dziewczynie znikąd, która go sprowadza na dobrą drogę. Motyw stary jak świat, ale jakże niezmiennie poruszający i trafiający w sedno kobiecych pragnień i potrzeb (bycia kochaną, podziwianą, seksowną, potrzebną, jedyną..) :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją 50 Twarzy Greya:

    http://demonizacja.wordpress.com/2013/03/25/50-twarzy-nieporozumienia/

    OdpowiedzUsuń
  38. hah ja nie wiem skąd tyle negatywnych opinii na temat 50 Shades :) wg mnie książka jest bardzo ciekawa, wciąga, oderwać się od niej nie można, w niektórych scenach bardzo wzrusza (2 część również, o 3 się nie wypowiem ponieważ jeszcze nie zaczęłam czytać) może nie ma ostrych i pikantnych scen jakie ponoć miały być ale mi wystarcza to co jest :D bo ładnie połączyli kontrowersyjny temat o seksie z wątkiem miłosnym.. ja się kilka razy wzruszyłam przy czytaniu :) nie mogę się doczekać filmu:D

    OdpowiedzUsuń
  39. A teraz będzie film ;) w przyszłym roku w zasadzie z Pattisonem może :D są trailery - http://goo.gl/oKimF

    OdpowiedzUsuń
  40. Jamie Dornan zagra rolę Christiana Greya http://mediarivermagazine.pl/film/50-twarzy-greya-film/

    OdpowiedzUsuń